Prezes rugbistów Budowlanych: "Jesteśmy bezdomni nie z wyboru, lecz z przymusu"
Dodane przez Rugbus dnia 23-05-2013

W środę szefowie Budowlanych S.A. przedstawili, jak ich zdaniem wygląda relacja z KS Budowlani, której pogorszenie w najgorszym scenariuszu może zakończyć się upadkiem drużyny z ekstraligi. - Nadszedł czas, aby pewne sprawy zacząć wyjaśniać - tłumaczy prezes Krzysztof Serafin. PZRugby prowadzi postępowanie, którego skutkiem może być ukaranie Budowlanych odjęciem dziesięciu punktów, a co ważniejsze - wysoką grzywną (40 tys. zł za ten sezon, 100 tys. zł za przyszły) i zakazem transferowym. Stanie się tak, jeśli związek uzna, że ...


Rozszerzona zawartość newsa

W środę szefowie Budowlanych S.A. przedstawili, jak ich zdaniem wygląda relacja z KS Budowlani, której pogorszenie w najgorszym scenariuszu może zakończyć się upadkiem drużyny z ekstraligi. - Nadszedł czas, aby pewne sprawy zacząć wyjaśniać - tłumaczy prezes Krzysztof Serafin.

PZRugby prowadzi postępowanie, którego skutkiem może być ukaranie Budowlanych odjęciem dziesięciu punktów, a co ważniejsze - wysoką grzywną (40 tys. zł za ten sezon, 100 tys. zł za przyszły) i zakazem transferowym. Stanie się tak, jeśli związek uzna, że spółka akcyjna nie posiada wymaganej liczby drużyn młodzieżowych. Do tej pory dostarczał je Klub Sportowy Budowlani, od którego spółka oddzieliła się na początku 2011 r. W ostatnich miesiącach między obiema stronami powstał jednak konflikt, którego efektem było m.in. pismo wysłane przez KSB do PZRugby, w którym odcina się od współpracy ze spółką.

W środę swoją wersję wydarzeń z ostatnich miesięcy oraz współpracę z KSB postanowili przedstawić szefowie ekstraligowej drużyny. Oto co do powiedzenia miał Krzysztof Serafin, prezes Budowlanych S.A.:

- Nadszedł czas, aby pewne sprawy zacząć wyjaśniać, także medialnie. Żeby nie być gołosłownym, na wszystko mam dokumenty. W ubiegłym sezonie na mocy porozumienia z KSB zamknęliśmy rozgrywki, posiadając wszystkie grupy młodzieżowe. Do obecnego również przystąpiliśmy z takim zapewnieniem, na co mam pismo z dnia 10 sierpnia, iż będzie ustalone kolejne porozumienie. Dlatego ogromnym zaskoczeniem było dla mnie to, że na jednym ze styczniowych zjazdów zarządu [Polskiego Związku Rugby - przyp. red.] sekretarz poinformował mnie, że do związku wpłynęło pismo mówiące o tym, że Klub Sportowy wypowiedział nam posiadanie grup młodzieżowych i w związku z tym możliwość wykazania ich we wzajemnej współpracy. Dziwne to jest, tym bardziej że to, co dotarło do PZRugby, nie dotarło do nas, bo takiego pisma nie posiadamy do tej pory.

- Do wglądu mamy także naszą propozycję współpracy i wsparcia finansowego z dnia 28 czerwca 2012 roku, która podobnie jak inne nie została pozytywnie zaakceptowana przez zarząd KSB. Efekty tego widzimy teraz. Nasza przyszłość jest zagrożona i tak naprawdę w przyszłym roku możemy być wykluczeni z rozgrywek. Jeżeli zostaniemy ukarani 100 tys. zł grzywny i zakazem transferów, to podetnie to możliwość funkcjonowania drużyny ekstraligi w Łodzi.

- Nie jest to jedyny aspekt współpracy z KSB. Ostatnio w prasie ukazały się nieprawdziwe informacje dotyczące zadłużenia spółki akcyjnej do KSB. Padła sugestia, że jesteśmy winni 60 tys. zł. Jest to nieprawdą. Cały ten fakt miał miejsce dwa tygodnie przed wystąpieniem o dotacje od miasta. Wtedy to KSB powiadomił o wszczęciu postępowania egzekucyjnego przez komornika wobec spółki, co tak naprawdę skutkowałoby tym, że nie moglibyśmy otrzymać dotacji i przez to nie dokończylibyśmy nawet tego sezonu. Ostatecznie udało nam się zażegnać to niebezpieczeństwo. Mam pismo, które pokazuje, że zobowiązania wobec KSB zostały zabezpieczone i zapłacone, także nie ma żadnej mowy o tym, że jesteśmy winni KS pieniądze, o których mowa jest w artykule.

- Wspomniany artykuł porusza też naszą "bezdomność". Wynika ona z wielu czynników, które nadszedł czas, by wyjaśnić. Do końca lutego przez dwa lata przekazaliśmy na rzecz KSB kwotę w wysokości 320 tys. zł. Wynikała ona m.in. z części umowy przekazania licencji, jak i z tytułu użytkowania gruntów. Nie ukrywam, że jednym z powodów naszego wyjścia z obiektów KSB były finanse. A dokładnie wysokość czynszów, które mimo wielu prób, pism i negocjacji w celu obniżenia stawki, nie zostały zmienione. Zarząd był cały czas nieugięty, co pokazuje chociażby skierowanie sprawy do komornika tuż przed przyznaniem dotacji. W ten sposób wykazał, że nie jest chętny do rozmów. A każdy z nas wie, jakie są standardy na boisku i trybunach na ul. Górniczej. Nie chcę znowu tego podnosić. Powiem tylko, że we własnym zakresie zamówiliśmy ekspertyzę dotyczącą możliwości organizowania imprez masowych na tym obiekcie. Zrobiliśmy to w lutym, przed przystąpieniem do rundy rewanżowej, bo takie są wymogi. Ta ekspertyza też jest do wglądu. Przeczytam jej ostatnie zdanie: "Należy stwierdzić, że w obecnym stanie obiekt nie nadaje się do prowadzenia imprez masowych z udziałem grup kibiców i należy trybuny wyłączyć z użytkowania do czasu przeprowadzenia prac zabezpieczająco-naprawczych". To jasno pokazuje, że nie moglibyśmy grać na Górniczej. W artykule napisano, że większość bezdomnych kiedyś miała domy, ale zrezygnowała z nich, bo nie chciała się dostosować pewnym rygorom czy wymaganiom. Myślę, że w tym przypadku pewnym rygorom i wymaganiom nie podporządkował się zarząd KSB, który nie był w stanie przygotować obiektu do rozgrywek.

Następnie głos zabrał trener Mirosław Żorawski, który odniósł się m.in. do sytuacji juniorów. - Mieliśmy wykupione trzy licencje juniorów. W tym sezonie w rozgrywkach zagrało pięciu juniorów. Po tym, gdy KS wypowiedział umowę, zawodnicy ci nie mogą grać w drużynie seniorów. Sami przychodzili do mnie i pytali się, co mają zrobić. Taka decyzja sprawiła bowiem, że zdolny i dobrze rozwijający się junior traci szansę na dalszy rozwój. To są absurdy szkoleniowe, których ja nie rozumiem. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego od szkolenia młodzieży ważniejsza jest polityka i zerwanie porozumienia. To przykre, ale to nie my wypowiedzieliśmy tę wojnę.

Podkreślono również, że KSB za korzystanie z obiektu przy ul. Górniczej oczekuje 10 tys. zł, podczas gdy spółka za obiekty SMS,

na których ma o wiele lepsze warunki, płaci pięć razy mniej.

Na spotkanie z dziennikarzami zaproszona została także Longina Lefik, dyrektor wydziału sportu. Po wysłuchaniu przedstawicieli Budowlanych zaproponowała, że najlepszym sposobem na osiągnięcie kompromisu będzie doprowadzenie do spotkania szefów spółki z klubem sportowym. Być może dojdzie do niego już w przyszłym tygodniu.

KOMENTARZ

Krzysztof Serafin zarzucił mi, że w komentarzu "Budowlani bezdomni z wyboru" napisałem nieprawdę, jakoby spółka była winna stowarzyszeniu 60 tys. zł. Potwierdzam: nie napisałem całej prawdy. Zadłużenie jest, ale kilka razy wyższe. 60 tys. to tylko opłata za korzystanie z obiektu przy ul. Górniczej i za szkolenie młodzieży. Ciekawe, że skoro spółka nie miała długów, to dlaczego sąd wydał nakaz zapłaty? Dla Budowlanych, jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów. O grupach młodzieżowych nie będę pisał, że nie chcę kopać leżącego.

Jarosław Bińczyk