Czy rugbiści Budowlanych zagrają na... kartoflisku?
Dodane przez Rugbus dnia 08-11-2012

Rugbiści Budowlanych inaugurują rundę... wiosenną rozgrywek. W Warszawie zagrają w sobotę o godz. 13 z outsiderem AZS AWF. W sierpniu w premierowym pojedynku w Łodzi wicemistrzowie Polski łatwo pokonali rywali 62:10. Wykonali 10 przyłożeń piłki w polu punktowym rywala, aż 17 punktów zdobył Sebastian Łuczak, który niespodziewanie zakończył, a może tylko zawiesił karierę rugbisty (powodem jest absorbująca praca). Tym razem trener łodzian Mirosław Żórawski najbardziej obawia się ...


Rozszerzona zawartość newsa

Rugbiści Budowlanych inaugurują rundę... wiosenną rozgrywek. W Warszawie zagrają w sobotę o godz. 13 z outsiderem AZS AWF.

W sierpniu w premierowym pojedynku w Łodzi wicemistrzowie Polski łatwo pokonali rywali 62:10. Wykonali 10 przyłożeń piłki w polu punktowym rywala, aż 17 punktów zdobył Sebastian Łuczak, który niespodziewanie zakończył, a może tylko zawiesił karierę rugbisty (powodem jest absorbująca praca). Tym razem trener łodzian Mirosław Żórawski najbardziej obawia się nie przeciwnika, ale boiska, na którym przyjdzie grać.

– Jeżeli nasz obiekt przypomina pastwisko, to boisko akademików... kartoflisko. Po prostu wstyd, bo znajduje się ono na terenie renomowanej uczelni (AWF), pod bokiem Polskiego Związku Rugby. Jeśli przyjdzie nam walczyć w deszczu i błocie, to o przyłożenia nie będzie łatwo. Przekonała się o tym ostatnio Lechia Gdańsk. Nie dopuszczam do siebie myśli, że nie wygramy tego meczu z bonusem. Musimy cztery razy przyłożyć piłkę w polu punktowym przeciwnika i wywalczyć pięć punktów. Wystąpimy w mocno odmłodzonym składzie, szykując wszystkie siły na następny tydzień – mówi szkoleniowiec.

Okazuje się, że mecze jesiennej rundy, które nie odbyły się z powodu nagłego ataku zimy, zostały przełożone na 10 i 11 listopada. W przyszłą sobotę Budowlani zmierzą się ze zdecydowanie bardziej wymagającym przeciwnikiem niż AZS – imiennikami z Lublina. Na ten mecz mają być gotowi wszyscy leczący kontuzje zawodnicy. Odwołane pojedynki wywołały wielki chaos w PZR, co dowodzi anachroniczności jego funkcjonowania. Koszty nieodbytego meczu w połowie powinni pokryć gospodarzy, w tym wypadku działacze z Lublina. Okazało się, że choć taki punkt jest w regulaminie, związek o nim zapomniał. Łodzianie nie chcą wybierać się na wschód Polski bez gwarancji, że otrzymają rekompensatę. Trwają „dyplomatyczne”nikomu niepotrzebne przepychanki. Żałosne widowisko.
źródło:Express Ilustrowany