Mirosław Żórawski. 40 lat na dobre i złe z łódzkim i polskim rugby
Dodane przez Rugbus dnia 18-02-2020

Na sportowej gali Dziennika Łódzkiego za 40 lat pracy w sporcie został nagrodzony człowiek legenda polskiego rugby i łódzkiego sportu – Mirosław Żórawski. Najpierw był prawdziwym wojownikiem, zawodnikiem, który zostawiał serce i charakter na boisku, potem znakomitym trenerem KS Budowlani, Master Pharm Budowlani, a obecnie jest dyrektorem sportowym Budowlani SA i trenerem współpracującym przy ligowej drużynie.
Przez 17 lat był zawodnikiem KS Budowlani, występował w reprezentacjach Polski juniorów i seniorów, był znanym sędzią. Nie do przecenienia są jego sukces trenerskie. Ze swoimi podopiecznymi zdobył w sumie... czterdzieści medali (w tym jeden jako trener formacji ataku i wsparcie szkoleniowe zespołu w trakcie sezonu), na co składa się osiemnaście pierwszych miejsc, dziesięć drugich i dwanaście trzecich. Dotychczasowe osiągnięcia Mirosława Żórawskiego stanowią 40 procent wszystkich osiągnięć w historii sekcji rugby Budowlanych Łódź (99 tytułów).
Był lekkoatletą w ŁKS
Oddajmy głos naszemu bohaterowi. Mirosław Żórawski: – Do rugby trafiłem na początku 1980 roku prosto z sekcji lekkiej atletyki, którą uprawiałem w ŁKS. Mieszkałem wtedy na Retkini więc miałem blisko na Al. Unii. Na Górniczą musiałem jechać praktycznie przez całe miasto. Do spróbowania „co to jest rugby”, bo nie widziałem nic o tym sporcie, namówił mnie kolega, z którym trenowałem w ŁKS i nawet jakiś czas chodziliśmy na Budowlanych razem. Potem nasze drogi się rozeszły. Spotkaliśmy się po latach: ja już jako trener rugby, on instruktor... tańca towarzyskiego.
Najpierw zadebiutował jako senior
Dzisiaj dzieci zaczynają bardzo wcześnie od rugby TAG, przechodzą przez szkolenie w żakach, młodzikach, kadetach. Wtedy były tylko dwie kategorie wiekowe: juniorzy i seniorzy. Przygotowanie fizyczne po treningu lekkiej atletyki, zwłaszcza koordynacyjne i biegowe, bardzo się przydały i robiłem szybkie postępy. Po kilku miesiącach treningu pojechałem na finałowy turniej MPJ. Byłem rocznikowo o cztery lata młodszy, więc nie powąchałem nawet placu. Jeszcze w te same wakacje zrobiłem milowy krok: zwolniło się miejsce i załapałem się na zgrupowanie drużyny ligowej. Po wakacjach można powiedzieć że byłem już prawie zawodnikiem…a na dodatek zagrałem kilka meczy w drużynie rezerw (II liga). Tak więc się złożyło, że zanim zagrałem swój pierwszy mecz w juniorach, zaliczyłem kilka seniorskich gier. Mocny początek na mocne 40–lecie.
Starcie z potężnym Gruzinem
Następny 1981 rok to kolejny skok: debiut w I lidze i powołanie do reprezentacji Polski juniorów. Pamiętne chwile: mecz na sochaczewskiej „Maracanie” i pierwszy hymn w koszulce z orzełkiem na piersi. Potem kolejne mecze klubowe, reprezentacyjne i pierwsza poważna kontuzja, pierwszy pobyt w szpitalu. Poczułem się za mocno, dużo trenowałem i grałem, zdarzyło się nawet że jednego dnia w juniorach i seniorach. Zapłaciłem wysoką cenę, ale dzięki ogromnemu samozaparciu wróciłem do rugby. Niestety, na turnieju w Moskwie 1986 roku ogromny Gruzin ze „sbornej” zwalił mi się na nogę i poznałem wątpliwe „uroki” sowieckiej służby zdrowia. Powrót w gipsie, potem bieganie po lekarzach i szukanie właściwej diagnozy, ciężka rehabilitacja. To, z jakiej pomocy medycznej korzystają dziś zawodnicy, to kosmos w porównaniu z tamtymi czasami.
Jako trener zaczął od brązowego medalu
Znowu wróciłem do gry w klubie, w reprezentacji już nie dałem rady i zabrałem się za prace szkoleniową. Zacząłem od kadetów, ale bardzo szybko nastąpił skok. Nasi seniorzy spisywali się słabo i w końcu w 1988 roku spadli z ligi. Uratowała nas reorganizacja i zmiana trenera. Na początku 1989 roku objąłem drużynę i zdobyłem brązowy medal! Przez 8 sezonów byłem grającym trenerem, łącząc obowiązki szkoleniowca i zawodnika. Dodatkowo sukcesy z kadetami i juniorami klubowymi sprawiły, że w 1992 otrzymałem propozycję z Polskiego Związku Rugby i rozpocząłem pracę z kadrą juniorów, potem kadetów.
Kolejny przełom to rok 1997 i zmiany w klubie. Przestałem być trenerem ligi, automatycznie kończąc grę i od razu zostałem sędzią (przez jakiś czas również międzynarodowym).
To były lata wytężonej pracy sędziowskiej i szkoleniowej: w klubie oraz reprezentacji Polski z juniorami i kadetami, także z kadrą wojewódzką.
Wielki przełom
Kolejny wielki przełom to rok 2008, rezygnacja ze szkolenia młodzieżowego oraz sędziowania i po latach powrót do pracy trenerskiej z seniorami. Można powiedzieć nawet, że wielki powrót – dwa kolejne Mistrzostwa Polski, dwa wicemistrzostwa oraz dwa razy Puchar Polski. Te wszystkie sukcesy kosztowały mnie sporo zdrowia psychicznego i po brązowym medalu 2013 postanowiłem zakończyć ten rozdział życia.
Zostałem pierwszym w polskim rugby dyrektorem sportowym. Pozostałem jeszcze przez 6 lat trenerem rugby w SMS i 2 lata wykładowcą w WSS w Łodzi. Pomagam też okresowo trenerowi Przemysławowi Szyburskiemu w treningu specjalistycznym zawodników formacji ataku, szczególnie lubię pracę z łącznikami. (źródło:Express Ilustrowany)