Przemysław Szyburski: - Czas na zrobienie lódzkich porządków
Dodane przez Rugbus dnia 18-06-2019

Rugbiści Master Phram Budowlani nie zdobyli czwarty raz z rzędu tytułu mistrzów Polski. W finale przegrali z Ogniwem Sopot 24:27, tracąc decydujące punkty w szóstej minucie doliczonego czasu gry. Obie drużyny stoczyły znakomity, dramatyczny pojedynek. To był pokazał rugby na najwyższym poziomie i wielka promocja dyscypliny.

Master Pharm Budowlani Łódź w finałowym spotkaniu: Witalij Kramarenko, Michał Kafarski, Toma Mchedlidze, Piotr Karpiński II, Szymon Witkowski, Hugon Noszczyk, Michał Mirosz, Wilhelmus Staphorst, Dawid Plichta, Patryk Reksulak, Mateusz Matyjak, Robert Bosiacki, Bartosz Kubalewski, Damian Wlaźlak, Krystian Pogorzelski oraz Paul Walters, Maciej Orłowski, Paweł Urbaniak, Przemysław Serafin.
Trener Master Phram Budowlani Przemysław Szyburski: To był rzeczywiście wyjątkowy mecz. Porażka boli, jak każda, a ta szczególnie. W samej końcówce mieliśmy piłkę pod ich polem punktowym i po złym zagraniu ręką ją straciliśmy. Potem nastąpił splot kolejnych złych dla nas wydarzeń i zeszliśmy z boiska pokonani. Taki jest sport.

Jak pan ocenia postawę drużyny?

Jestem bardzo zadowolony z chłopaków. Przystąpiliśmy do mecz osłabieni. Ci, którzy wrócili w ostatniej chwili po kontuzjach, nie byli przygotowani na sto procent. Na dodatek urazu w trakcie meczu doznał nasz ważny zawodnik - Bartek Bosiacki i musiał zejść z boiska. Przeciwności nas nie złamały, przeciwnie zahartowały. Zespół, w tym rezerwowi, pokazał ambicję, wielkie serca do walki i miał szansę przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Kibice z Sopotu gratulowali nam postawy, mówiąc, że przy takich osłabieniach oni nie daliby rady tak zagrać jak my.

Nie da się ukryć, że oba zespoły stworzyły fascynujące widowisko.

To była znakomita promocja rugby i podsumowanie ciężkiej pracy na treningach. Mieliśmy swój pomysł na to spotkanie, więcej zimnej głowy i dokładności, a wynik mógł być odwrotny. Mecz mógł się potoczyć inaczej, gdyby sędzia odgwizdał ewidentne zagranie do przodu, po którym Ogniwo zdobyło ważne punkty.

Cóż w polskim rugby nie ma systemu VAR.


To nie zmienia faktu, że Ogniwo pokazało swoją moc. W ostatecznym rozrachunku było lepsze od nas nas tak w sezonie zasadniczym, jak i w finale. Zdobyło zatem tytuł jak najbardziej zasłużenie. Taki jest sport, ktoś musiał wygrać, ktoś przegrać. Teraz dokładnie przeanalizujemy to spotkanie, a potem odpocząć, bo odpoczynek nam się należy.

Mecz był bardzo wyrównany.

Ogniwo uzyskało 14-punktową przewagę po naszych błędach w obronie, ale dzięki heroicznej postawie potrafiliśmy odrobić tę stratę. To jednak sopocianie postawili kropkę nad i. Skrzydeł dodał na gorący doping grupy ponad 100 łódzkich kibiców, którzy potrafili przekrzyczeć ponad dwutysięczną miejscową publiczność. Podczas tego meczu było wszystko, co najpiękniejsze w tym sporcie.

To była znakomita promocja rugby.

Tak. Teraz należałoby ją tylko właściwie wykorzystać. Jesteśmy w takim momencie, że działacze muszą się przebudzić. Nie tylko ci w związku w Warszawie, ale także ci w Łodzi. Trzeba dać szansę rozwoju zdolnej młodzieży, która znalazła się w potrzasku. Nie można jej blokować.

Co się dzieje?


Sześciu bardzo utalentowanych zawodników nie może grać, co nie jest korzystne ani dla nich, ani dla Łodzi, ani dla polskiego rugby. Złe emocje, które targają ludźmi, doprowadziły do gorszących sytuacji, które w rugby nigdy nie miały miejsca.
Ktoś powinien to natychmiast przerwać i zrobić porządek.
My w Łodzi, mamy możliwość stworzenia znakomitego ośrodka. Przy harmonijnej współpracy KS Budowlani i Budowlani SA, bylibyśmy potęgą, której nikt przez wiele lat by nie zagroził. Sami się osłabiamy, nikomu niepotrzebną łódzką wojną. Doszliśmy do ściany. Dalej tak, moim zdaniem być nie może. Trzeba rozbić ten mur i dać sobie szansę na mądre współdziałanie. Musimy szukać najlepszych możliwości dla rozwoju zawodników. To oni są najważniejsi! (Express Ilustrowany)