Trener Przemysław Szyburski: - Nasi gracze to prawdziwi profesjonaliści!
Dodane przez Rugbus dnia 31-12-2018

Rugbiści Master Pharm Budowlani po raz trzeci z rzędu zdobyli tytuł mistrzów Polski,
Trzy tytuły, który było zdobyć najtrudniej? Trener Przemysław Szyburski: Ten pierwszy. Startowaliśmy do walki z piątego miejsca po rundzie jesiennej. W finale z Lechią Gdański było momentami bardzo gorąco. Różnie mogło się to potoczyć. Tak naprawdę każdy finał był inny.

Ale najlepszy chyba ten ostatni Też mi się tak wydaje. Ja unikam jednak słowa najlepszy. Powiedzmy raczej, że najbardziej widowiskowy, otwarty, mógł się podobać publiczności.

Taki mecz daje impuls do rozwoju i promocji dyscypliny. Bez wątpienia. Liczę, że w ekstralidze więcej będzie meczów godnych polecenia. Zaciętych, wyrównanych spotkań, bo to podoba się kibicom, ale też pozwala rozwijać się zawodnikom. Powinien rosnąć w siłę Orkan Sochaczew. Wysoki poziom prezentuje Pogoń Siedlce. Może odbuduje się Lechia Gdańsk. Naszej dyscyplinie potrzeba jak najwięcej dobrze zorganizowanych klubów z podnoszącymi umiejętności zawodnikami.

Wracając do minionego sezonu. Czy wychodziło wam wszystko w wygranym wysoko meczu z Orkanem? Przyznaję, graliśmy w tym spotkaniu nieomal perfekcyjnie. Wynik 80:0 był jednak szokiem dla wszystkich. Takiej okazałej naszej wygranej nikt się nie spodziewał. Orkan płacił frycowe za to, że był beniaminkiem, ale ma duże możliwości rozwoju. To klub, w który dużo się inwestuje. Powinien być coraz groźniejszych i takie wyniki nie będą wchodziły już w grę. Trzymam kciuki za całe polskie rugby, bo ta dyscyplina ma wielki wciąż niewykorzystany w naszym kraju potencjał. To bardzo męski, mocny sport, którego istotą jest prawdziwa boiskowa walka. Atrakcyjny, także dla sponsorów, których mam nadzieję, będzie coraz więcej.

Jest iskierka nadziei na to, że może być lepiej. Najważniejsze, że w naszej dyscyplinie są ludzie, którzy się starają, żeby było lepiej. Czasami błądzą i się mylą, jak w życiu, ale nie można odmówić im pasji, zaangażowania i patrzenia na rugby z szerszej perspektywy niż tylko z pozycji własnego klubu.

Trochę nie zadrżało panu serce, gdy wiosną ponieśliście dwie porażki? Byłem zły, podobnie jak zawodnicy. To była dla nas trudna sytuacja. Porażki są wpisane w sportowe widowisko. My potrafiliśmy wyciągnąć z nich słuszne wnioski i wyjść znów na prostą. Powiem wręcz, że to porażki przyczyniły się do naszego końcowego sukcesu. Dobrze podziałał na nas ten wylany na głowy kubeł zimnej wody. W ostatnich zwycięskich meczach zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie. Te spotkanie pokazały, że jesteśmy mocni mentalnie. Byliśmy przygotowani na trudną sytuację. Przypomnę, że rok wcześniej w meczu o wszystko w Sopocie przez większą część spotkania walczyliśmy w osłabieniu, a jednak potrafiliśmy wygrać. Dorośliśmy do tego, żeby w trudnych sytuacjach, dobrze sobie radzić.

Co się zmieniło w drużynie od czasu pierwszego mistrzostwa? Każdy sezon nas hartował. Na pewno zawodnicy są bardziej świadomi tego, co robią na boisku. Doświadczenie procentowało i procentuje, będzie przekazywane na kolejne pokolenie młodych zdolnych graczy. Naszą mocną stroną była mieszanka rutyny z młodością. Młodzi rugbiści Rekuslak, Kujawa, Pogorzelski i ludzie, którzy wgrali się w zespół Urbaniak czy Witkowski, pokazali, że nie stoją w miejscu, tylko są coraz lepsi. To dobry przykład dla kolejnych młodych zdolnych. A zarazem impuls dla starszych zawodników do wyjątkowej mobilizacji na treningach i w meczach.

Atutem drużyny było też to, że miała długą ławkę rezerwowych. Mieliśmy rywalizację praktycznie na każdej pozycji. Tak było choćby w przypadku łączników ataku Adamskiego i Waltersa. To różni gracze, obaj bardzo potrzebni drużynie. Trzeba było decydować, który będzie w danym momencie bardziej przydatny na boisku. Rywalizacja rozwijała zespół i poszczególnych zawodników, którzy stali się lepszymi sportowcami. Budowała też ducha zespołu, sprawiała, że wszyscy czuli się potrzebni i ważni dla gry i końcowego wyniku. W wielu meczach mocna ławka rezerwowych decydowała o naszych zwycięstwach. Przed nami wyjątkowo trudny, jednorundowy sezon. Czeka nas dziewięć różnych spotkań, bez rewanży, w ekspresowym tempie. Rugby to sport kontaktowy, to nie są szachy, wszystko może się zdarzyć. Szeroka wyrównana ligowa kadra będzie na wagę złota.

Impulsem do dobrej gry będzie też to, że mecze będą pokazywane będą w telewizji. Zawodnicy muszą czuć, że nie stoimy w miejscu, tylko się rozwijamy, idziemy do przodu. To będzie dla nich znakomita motywacja. Impuls, żeby walczyć o czwarty złoty medal. Liczymy na to, że znów dojdzie do międzynarodowej konfrontacji i w trakcie przygotowań zagramy z mocną drużyną z Niemiec. Na razie cały czas ciężko pracujemy, od stycznia dojdzie czwarta jednostka treningowa. Musimy być bardzo dobrze przygotowani do rozgrywek już od pierwszego spotkania. Naszą siłą była praca wykonana przez graczy. Przychodzili zmęczeni po pracy, ale na zajęciach nie stosowali wobec siebie taryfy ulgowej. Nie mamy zawodowych zawodników, ale mamy w składzie prawdziwych sportowych profesjonalistów, z których, co tu kryć, jestem dumny.(Express Ilustrowany)