"Gdybyśmy uniknęli pewnych błędów, to mielibyśmy teraz złote medale".
Dodane przez Rugbus dnia 07-07-2015



Czuje się pan zawiedziony? Przemysław Szyburski (szkoleniowiec ): – Użyłbym raczej zupełnie innego słowa, ale zupełnie nie nadaje się ono do publikacji. Nie może być inaczej. Jestem przecież trenerem zespołu, który przyjechał po zwycięstwo. W finale nie brakowało kontrowersyjnych decyzji sędziów. Ma pan żal do arbitrów? – Mam świadomość, że nie jestem zbyt obiektywną osobą, żeby wypowiadać się akurat w tej kwestii. Na pewno mogli się zachować inaczej w kilku sytuacjach, które miały spory wpływ na przebieg spotkania. I zaznaczam, że chodzi mi nie tylko o mocno dyskusyjne pierwsze przyłożenie Sirockiego. Nie zapominajmy o kilku karnych i pewnych niuansach, które są rzadko dostrzegane przez kibiców. Ale czasu nie cofniemy. Nie chciałbym budować obrazu, że będziemy teraz mówić tylko o sędziach. Gdybyśmy uniknęli pewnych błędów, to mielibyśmy teraz złote medale. A teraz możemy mówić zarazem o rozczarowaniu i radości z powrotu na podium. Trudno nie odnieść wrażenia, że to Budowlanym brakowało zimnej krwi w finale... – Niestety. Tak to już bywa, że o płaczu lub śmiechu decyduje czasem jeden błąd. Akurat rugby to taka dyscyplina, w której czasem jednak pomyłka niesie z sobą poważne konsekwencje.Nawet, jeżeli ma miejsce w teoretycznie bezpiecznej strefie boiska. Właśnie z czymś takim mieliśmy do czynienia w finale. Jaka atmosfera panuje teraz w Budowlanych? – Przede wszystkim widzę u chłopaków sportową złość. A to zwiastuje naszym najgroźniejszym rywalom kłopoty w następnym sezonie. Przy zachowaniu trzonu drużyny i umiejętnym wkomponowaniu do niej najzdolniejszej młodzieży, będziemy jeszcze silniejszy. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. (E.I)