Aleksander Nowicki o grze we Francji: Na boisku gram o swoją przyszłość.
Dodane przez Rugbus dnia 21-02-2015

Aleksander Nowicki to jedyny polski w pełni zawodowy rugbista grający we Francji, ale niewystępujący w reprezentacji Polski. Jak sobie radzisz we Francji? To jest mój trzeci rok we Francji. Początki łatwe nie były, bo jechałem tu, nie znając języka, ale kiedy go lepiej poznałem, zaczęło być coraz lepiej. Poznałem trochę kulturę Francji, obyczaje. Wszędzie czuję się akceptowany. Nie mam żadnych problemów. Tu, gdzie mieszkam i gram, czyli w Macon, wszyscy są bardzo serdeczni i otwarci. Skąd pomysł Twojego wyjazdu do Francji? Od kiedy gram w rugby, to ta Francja po głowie mi chodziła. Tu jest to sport numer dwa, a w niektórych rejonach kraju nawet jeden. Możliwości sportowego rozwoju są dla rugbisty we Francji o wiele większe niż w Polsce. Chciałem spróbować czegoś więcej niż ...




Rozszerzona zawartość newsa

Chciałem spróbować czegoś więcej niż treningi i gra w Polsce. Macon to mój drugi klub we Francji, pierwszym był Saint Etienne. W moim wyjeździe do Francji bardzo pomógł mi trener Tomasz Putra.

Twój klub walczy o awans do II ligi, czyli Pro D 2. Zagrasz w przyszłym sezonie na zapleczu Top 14, najsilniejszej obecnie ligi rugby w Europie?

Nasza grupa Federal 1 jest bardzo wyrównana. Teraz każdy mecz jest dla nas jak finał. Bo mamy siedem drużyn, które walczą o cztery miejsca premiowane grą w play-off. Wejść może każdy z tej siódemki.

Jesteś zawodowym rugbistą, jak wygląda Twój dzień w klubie?

To zależy od dnia. Średnia treningów to dwa dziennie. W poniedziałek i środę pracujemy trzy razy, ale czwartek cały mamy wolny. We wtorki i piątki są po dwa treningi. Zazwyczaj gramy w niedzielę, więc sobota jest wolna. Utrzymuję się wyłącznie z gry w rugby. Tu w Macon wszyscy zawodnicy są na kontraktach.

Na ile różni się trening w Macon od tego, który miałeś np. w Lechii?

Zasadniczą różnicą jest to, że cały czas trenujemy w grupie minimum 30-osobowej. Jest opór, rywalizacja, non stop musisz być skupiony na tym, co robisz, bo musisz to zrobić dobrze. W Polsce często trenowałem w mniejszej grupie, na sucho, podczas treningu nie ma pełnego oporu, a to podstawa. Inaczej się gra, gdy kolega wywiera presję.

Jesteś teraz najwyżej grającym w Europie polskim rugbistą?

We Francji tak, ale w Szkocji jest jeszcze Mateusz Bartoszek, który gra w Glasgow Hawks. Nie widziałem w akcji drużyn tej ligi, ale on chyba gra na podobnym poziomie co ja.

O ile Mateusz dostaje powołania na mecze reprezentacji, to Ty w kadrze nie grasz. Dlaczego?

No cóż. To trener ustala skład reprezentacji. Ma swoją koncepcję gry kadry i ludzi, którzy ją tworzą. Przez pewien czas byłem zawieszony przez Polski Związek Rugby. Po moim odwieszeniu były nadal drobne różnice zdań w relacjach między mną a związkiem, które nie pozwalały mi grać w kadrze. Ale widzę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Trener Płonka był we Francji, rozmawialiśmy. Ja powiedziałem, że tylko kontuzja jest w stanie mnie powstrzymać przed grą w reprezentacji. Teraz, kiedy walczymy o awans, a ja o nowy kontrakt, to sytuacja się trochę komplikuje. Nie chciałbym wystawiać do wiatru mojego trenera w Macon. Chodzi o moją przyszłość.

Na czym polegał konflikt między Tobą a PZR?

Chodziło o moje przejście z AZS Warszawa do Lechii Gdańsk. Było w tym sporo mojej winy, bo kilku spraw nie dopilnowałem. Ale wydaje mi się, że nie zostałem sprawiedliwie potraktowany przez związek, zresztą miałem wrażenie, że w tej sprawie nie chodziło tylko o moją osobę.

Masz kontakt z innymi polskimi rugbistami grającymi we Francji?

Miałem bardzo dobry kontakt z Piotrem Zeszutkiem, teraz z Grześkiem Jańcem i Kamilem Bobrykiem. Był moment, kiedy na poziomie Federal 1 grało dziesięciu Polaków, teraz jestem tylko ja.

To efekt odejścia z kadry trenera Putry?

W jakimś stopniu tak. Ale niejedyny. Brakuje takiej osoby, która potrafiłaby pokierować na początku młodymi polskimi rugbistami, tu we Francji.

Jakie są Twoje wspomnienia z gry w Gdańsku?

W Lechii grałem przez jeden sezon, wspominam go bardzo miło, bo to był mój pierwszy sezon jako seniora i od razu udało się zdobyć z Lechią mistrzostwo Polski. Dużo się w Lechii nauczyłem.

Jakie masz plany? Swoją przyszłość wiążesz z Francją?

Życie sportowca jest zmienne. To widać choćby na przykładzie Mateusza Bartoszka, który przecież długo grał we Francji, a teraz jest w Szkocji. Jeżeli będę miał możliwość gry na fajnym poziomie, to chciałbym tu kontynuować moją przygodę z rugby. Myślę, by zostać w Macon. To dobrze poukładany klub, a ja czuję, że zrobiłem tu progres i jeszcze mogę się rozwinąć.

Jaką widzisz przyszłość dla polskiego rugby?

Jeśli dziś ktoś stawia na rugby, musi wyjechać na zachód. Tu nie mam żadnych wątpliwości. Im szybciej to zrobi, tym lepiej. W Polsce liczba drużyn jest za mała, czas gry jest za krótki, ale mam nadzieję, że rozwój będzie dynamiczny. Przykłady kilku innych europejskich nacji pokazują, że nie potrzeba kilku pokoleń i gigantycznych pieniędzy, by zrobić postęp. Popatrzmy na Gruzinów czy Włochów. Zdaje się, że w tym roku mija 30 rocznica ostatniego zwycięstwa Polski nad Włochami. Gdybyśmy dziś z nimi zagrali, to porażka różnicą 100 punktów byłaby najniższym wymiarem kary.