Prezes Master Pharm Budowlanych: "Pora, żeby związkowy wrzód wreszcie pękł"
Dodane przez Rugbus dnia 18-06-2014

Jak można zmienić tabelę już po zakończeniu sezonu zasadniczego? To kompletnie zabija ducha sportu i wypacza sens gry - uważa Krzysztof Serafin, prezes Master Pharm Budowlanych. Szymon Bujalski: Zostaliście ukarani przez Komisję Gier i Dyscypliny karą odjęcia 10 punktów i 40 tys. zł grzywny za brak wystarczającej liczby grup młodzieżowych. Co zamierzacie z tym zrobić? Krzysztof Serafin: Omawialiśmy tę sprawę na piątkowym zarządzie klubu. Uznaliśmy, że ...


Rozszerzona zawartość newsa

Szymon Bujalski: Zostaliście ukarani przez Komisję Gier i Dyscypliny karą odjęcia 10 punktów i 40 tys. zł grzywny za brak wystarczającej liczby grup młodzieżowych. Co zamierzacie z tym zrobić?

Krzysztof Serafin: Omawialiśmy tę sprawę na piątkowym zarządzie klubu. Uznaliśmy, że będziemy się odwoływać od tej decyzji i prosić o jej uzasadnienie. Na razie nie wiemy, na jakiej podstawie zostaliśmy ukarani, bo komisja powołała się na uchwałę, która nigdy wcześniej nie została nam przedstawiona. Według niej powinniśmy wykazać, że spełniamy wymogi drugiego etapu szkolenia, czyli mamy trzy grupy młodzieżowe. Problem w tym, że żadnego papieru, który nas do tego obliguje, nie widzieliśmy, nikt nas o tym wcześniej nie informował. Co więcej, tak naprawdę nie ma nawet komunikatu weryfikującego tabelę, przez co na tydzień przed półfinałami wciąż oficjalnie nie wiemy, z kim gramy.

W poprzednim sezonie nie musieliście nawet spełniać kryteriów pierwszego etapu szkolenia [jedna grupa młodzieżowa mniej], a teraz okazuje się, że musicie od razu drugi.

- I właśnie tego nie rozumiem. KS Budowlani wypowiedzieli nam umowę w sprawie współpracy już w trakcie poprzednich rozgrywek, więc w związku słusznie uznali, że nie można od nas nagle oczekiwać posiadania dwóch grup młodzieżowych. Teraz spodziewałem się, że jeśli będą wobec nas jakieś oczekiwania, to właśnie dotyczące tego pierwszego etapu, czyli posiadania drużyn młodzików i kadetów. My mamy tylko tę pierwszą, bo nie da się w ciągu niecałego roku zmontować zespołu z 20 kilkunastolatków potrafiących grać w rugby. To wymaga lat, bo zawodników do naszej dyscypliny nie znajdzie się ot tak. Tak może być w piłce, ale nie w rugby. Niestety, choć nie przeszliśmy jeszcze pierwszego etapu, już oczekuje się od nas drugiego. Tego nie rozumiemy i z tym się nie zgadzamy.

Absurdem jest dla mnie to, że kary nie dotyczą przyszłego sezonu, lecz obecnego.

- Nie wiem, czy jest w Polsce druga dyscyplina sportu, która działałby w taki sposób. Zawodnicy przez cały sezon zasadniczy walczą o jak najlepszy wynik, a potem wszystko zmienianie jest przy zielonym stoliku. Jak można - jeśli formalnie do tego ostatecznie dojdzie - zmienić tabelę już po zakończeniu sezonu zasadniczego? Przecież gdybyśmy mieli mniej punktów, to moglibyśmy wypaść nawet z półfinałów. Takich rzeczy się nie robi w trakcie rozgrywek. To kompletnie zabija ducha sportu i wypacza sens gry.

O karze dla was spekulowano już wcześniej. Mówiono, że jeśli będziecie mieli grać w półfinale z Lechią, to zostaniecie ukarani i gdańszczanie trafią w półfinale na słabszego rywala, czyli Pogoń Siedlce. I tak się stało...

- Odpowiem tak: skoro zarząd zbierał informacje o posiadaniu grup szkoleniowych tuż przed ostatnią kolejką, to dlaczego nie ogłosił decyzji przed jej rozegraniem? Chyba nadszedł czas, by ten wrzód wreszcie pękł, bo to już za daleko zabrnęło. Coś w związku musi się zmienić.

40 tys. zł kary to...

- Patrząc na nasz budżet, tak duża kara jest dla nas wręcz nie do zapłacenia.

Czyli grozi końcem Budowlanych?

- Aż tak dalekich wniosków wyciągać nie chcę.

Na koniec chcę jeszcze spytać o przyszłość Adriana Ignaczaka, który jest podejrzewany o stosowanie dopingu. Spodziewacie się jego zawieszenia?

- Na ten temat nie chcę się wypowiadać, bo nie ma wobec niego jeszcze żadnej decyzji. Adrian korzysta ze swoich praw i zobaczymy, co z tego wyniknie. Jeśli będzie decyzja, komisja w tej sprawie, sami zabierzemy głos i przedstawimy naszą wersję. Na razie czekamy jednak na decyzję.
źródło:Gazeta.pl