Toma będzie następcą Meraba Gabuni?
Dodane przez Rugbus dnia 16-04-2014

Rugbiści Master Pharm Budowlani efektownie pokonali Orkan Sochaczew. Sympatię ponad tysięcznej widowni zyskał od razu silny jak tur Gruzin – Toma Mchedlidze. Kto wie, czy nie zostanie następcą ulubieńca łodzian Meraba Gabuni. Czy będzie pan drugim Merabem Gabunią, który potrafi skutecznie walczyć z trzema rywalami? Toma Mchedlidze: My Gruzini jesteśmy walecznym narodem, mamy to we krwi, dlatego rugby jest jedną z naszych ulubionych dyscyplin sportowych. Czy nie bał się pan, że ...


Rozszerzona zawartość newsa

Rugbiści Master Pharm Budowlani efektownie pokonali Orkan Sochaczew. Sympatię ponad tysięcznej widowni zyskał od razu silny jak tur Gruzin – Toma Mchedlidze. Kto wie, czy nie zostanie następcą ulubieńca łodzian Meraba Gabuni.

Czy będzie pan drugim Merabem Gabunią, który potrafi skutecznie walczyć z trzema rywalami?

Toma Mchedlidze: – My Gruzini jesteśmy walecznym narodem, mamy to we krwi, dlatego rugby jest jedną z naszych ulubionych dyscyplin sportowych.

Czy nie bał się pan, że doznacie porażki, gdy na tablicy widniał wynik 0:13?

– Miałem obawy, ale w rugby taki wynik jeszcze nic nie oznacza.To mnie tylko mobilizowało. Dałem z siebie, ile mogłem, żebyśmy odrobili straty. Inni nie byli gorsi, więc schodziliśmy z boiska jako zwycięzcy.

Jak się panu grało z dwoma rugbistami z Fidżi?

– Dobrze, a z każdym kolejnym meczem powinno być jeszcze lepiej.

Czy to formacja młyna będzie decydować o sukcesach Budowlanych?

– Gdy wygrywasz walkę w młynie, jesteś lepszy w autach, to w 80 procentach możesz liczyć na to, że osiągniesz końcowy sukces.

Łukasz Żórawski o meczu z Orkanem: – Zafundowaliśmy naszym kibicom niezłą zabawę. Popełnialiśmy na początku meczu proste błędy i dlatego przeciwnik nas punktował. Czekaliśmy na moment, kiedy wszystko zaskoczy i zacznie prawidłowo funkcjonować. I to się stało mniej więcej po 30 minutach gry.

W ciągu czterech minut wykonaliście trzy przyłożenia w polu punktowym rywala.

– To miał być plan na sam początek spotkania. Nie udało się, ale lepiej późno niż wcale. Zawodnicy z Fidżi przede wszystkim muszą się u nas zaaklimatyzować. Gdy my lecieliśmy na turniej międzykontynentalny do Sri Lanki, to przez tydzień nie wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy. Oni na razie śpią przez cały dzień i trudno ich dobudzić. Dajmy im jeszcze tydzień, dwa i zobaczymy prawdziwych wojowników rugby. Teraz przed nami dwa bardzo ciężkie mecze z Lechią i Arką. Mamy jeszcze dużo do podgonienia, wypracowania, będziemy ciężko pracować, żeby grać lepiej.

Źródło:Express Ilustrowany (pas)