Rugbiści Budowlanych Łódź bezdomni z wyboru
Dodane przez Rugbus dnia 15-05-2013

Słysząc narzekania Budowlanych można odnieść wrażenie, że wszystko na świecie sprzysięgło się przeciwko nim. Z większością bezdomnych jest tak, że kiedyś mieli domy, ale zrezygnowali z nich, bo nie chcieli się podporządkować pewnym rygorom czy wymaganiom. Podobnie zachowują się ostatnio szefowie Budowlanych Łódź. Słysząc i czytając ich narzekania, można odnieść wrażenie, że wszystko sprzysięgło się przeciwko sympatycznym rugbistom. Najpierw musieli grać na boisku przy ul. Górniczej, które było suche, a przez to twarde i zagrażające zdrowiu zawodników. Winę zrzucono na stowarzyszenie (bo drużyna grająca w Ekstralidze należy do spółki), które nie podlewało trawy. Nie dbało też o ...


Rozszerzona zawartość newsa

Słysząc narzekania Budowlanych można odnieść wrażenie, że wszystko na świecie sprzysięgło się przeciwko nim
Z większością bezdomnych jest tak, że kiedyś mieli domy, ale zrezygnowali z nich, bo nie chcieli się podporządkować pewnym rygorom czy wymaganiom.

Podobnie zachowują się ostatnio szefowie Budowlanych Łódź. Słysząc i czytając ich narzekania, można odnieść wrażenie, że wszystko sprzysięgło się przeciwko sympatycznym rugbistom. Najpierw musieli grać na boisku przy ul. Górniczej, które było suche, a przez to twarde i zagrażające zdrowiu zawodników. Winę zrzucono na stowarzyszenie (bo drużyna grająca w Ekstralidze należy do spółki), które nie podlewało trawy. Nie dbało też o szatnie i zaplecze, więc wicemistrzowie Polski musieli się wynieść ze swojego matecznika.

Wybór padł na stadion Widzewa, który na początku roku znów jest zarządzany przez miasto, a treningi odbywają się w SMS przy ul. Milionowej. Ledwie Budowlani rozegrali przy al. Piłsudskiego dwa mecze ligowe, już przestało im się podobać. Tym razem pożalili się na brak szatni. Muszą bowiem rozbierać się albo w piwnicy, albo w hali konferencyjnej, bo nie wolno korzystać z szatni piłkarzy Widzewa.

Jakby tego było mało, w sobotę nie mogą zagrać na Widzewie, a właściwie na stadionie MOSiR-u przy al. Piłsudskiego, bo ważniejszy jest poniedziałkowy mecz piłkarski. Dla niezorientowanych: chodzi o to, że przez dwa dni nie uda się zlikwidować linii do rugby, które nie pokrywają się z piłkarskimi i mogą przeszkadzać w grze. Budowlanych z Lublina trzeba będzie zbić na SMS-ie, ale sukces będzie mogło obejrzeć najwyżej tysiąc osób.

Rugbiści to chyba najwięksi twardziele wśród sportowców, dlatego nie rozumiem roztkliwiania się nad sobą. Zwłaszcza że żaląc się na swój ciężki los, Budowlani lekko mijają się z prawdą. Wybierając stadion Widzewa, zgodzili się zostawić piłkarzom szatnię, co przypomniał im szef MOSiR-u. Zapomnieli też, że z Górniczej wynosili się przede wszystkim dlatego, że nie płacili za korzystanie z obiektu. Tylko z tego powodu zaległości wobec stowarzyszenia wynoszą ponad 60 tys. zł. Nic dziwnego, że boisko było twarde, bo po prostu brakowało pieniędzy na jego podlewanie. Długi spółki wobec macierzystego klubu są tak duże, że sprawa trafiła już do sądu.

Przenosin na al. Piłsudskiego nie zaakceptowali też kibice, co widać po frekwencji. Na dwóch meczach, w tym hitowym z Lechią Gdańsk, było mniej ludzi niż na jednym przy Górniczej. Bo Budowlani to klub z Bałut, choć szanowany w całym mieście.

Życzę Budowlanym jak najlepiej, ale mam coraz większe wątpliwości, czy są w stanie z powodzeniem walczyć o najwyższy cel, a takim jest mistrzostwo Polski. Bo zamiast twardo walczyć, jak przez długie lata, szefowie klubu wolą narzekać i szukać winnych wokół siebie. Niestety, żyjemy w Polsce, gdzie nawet słabi piłkarze czy przeciętne siatkarki zawsze będą popularniejsi od nawet najlepszych rugbistów. Szkoda, ale tego się nie zmieni, przynajmniej w najbliższych kilku latach. A żale i obwinianie innych z pewnością nie pomogą Budowlanym, a wręcz przeciwnie...
źródło:Gazeta.pl