Rugbista Budowlanych Kamil Dudkowski: Dla takich kibiców trzeba wygrać!
Dodane przez Rugbus dnia 06-05-2013

Mecz z Posnanią oglądałem z trybun. Byłem pod wrażeniem, bo w Łodzi jest dla kogo grać i wygrywać - mówi przed sobotnim meczem z Lechią Gdańsk (o godz. 17 na stadionie Widzewa), nowy zawodnik III linii młyna Master Pharm Budowlani Łódź, Kamil Dudkowski. Wygraliście w Sochaczewie 48:18, ale to wcale nie był spacerek. Kamil Dudkowski: - Rzeczywiście ten mecz nie należał do łatwych, ale wcale na to nie liczyliśmy. W drużynie Orkana występowałem jesienią i wiedziałem, że chłopaki szczególnie na własnym boisku postawią solidny opór. Tak właśnie było. Dla pana był to szczególny mecz? - Aż tak bym tego nie traktował. Było inaczej, bo ...


Rozszerzona zawartość newsa

Wygraliście w Sochaczewie 48:18, ale to wcale nie był spacerek.

Kamil Dudkowski: - Rzeczywiście ten mecz nie należał do łatwych, ale wcale na to nie liczyliśmy. W drużynie Orkana występowałem jesienią i wiedziałem, że chłopaki szczególnie na własnym boisku postawią solidny opór. Tak właśnie było.

Dla pana był to szczególny mecz?

- Aż tak bym tego nie traktował. Było inaczej, bo tym razem grałem przeciwko dobrze znanym kolegom.

Do tego w mieście, w którym mieszkam i drużynie, której wciąż kibicuję. Podszedłem do tego profesjonalnie i na boisku walka była fair play.

Do przerwy prowadziliście tylko jednym punktem i dopiero druga połowa przesądziła o wygranej. Czemu tak późno pokazujecie swoją siłę?

- W pierwszej połowie zdobywanie punktów utrudniał trochę sędzia, który chciał być głównym aktorem widowiska. W drugiej połowie było już jednak lepiej, a to oznacza, że jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu pod względem kondycyjnym.

Ale z gry jeszcze nie możecie być chyba zadowoleni. Co najbardziej szwankuje?

- Nie chcę wchodzić w kompetencje trenera i nie będę wypowiadał się na ten temat.

W takiej formie stać was na pokonanie Lechii, która wyprzedza Budowlanych o sześć punktów?

- Oczywiście, że tak. Mecz nie jest równy meczowi, choć przypomne, że tydzień wcześniej Lechia dużo bardziej męczyła się z Orkanem. Na własnym boisku do 75 minuty wygrywała tylko trzema punktami.

Jesienią w Gdańsku Budowlani nie zdobyli nawet jednego punktu.

- To już historia i nie ma co wracać do tamtego meczu. Teraz gramy u siebie i przed play-off chcemy być wyżej od naszych sobotnich rywali.

W drużynie Lechii zagra dwóch Samoańczyków. Jest się kogo bać?

- Nie, w rugby pojęcie strachu nie istnieje. To dla kibiców będzie fajna atrakcja turystyczna, a dla nas tylko przeciwnik.

Co oprócz nich będzie największym atutem Lechii?

- Od kiedy pamiętam siłą Lechii jest młyn. To się nie zmieniło i czeka nas sporo ciężkiej roboty.

To będzie pana pierwszy mecz przed łódzką publicznością...

- I już nie mogę się go doczekać. Mecz z Posnanią oglądałem z trybun. Byłem pod wrażeniem, bo w Łodzi jest dla kogo grać. Wspierali nas też w Sochaczewie. Dla takich kibiców musimy wygrać!
źródło:Express Ilustrowany