Kochajmy rugby! - Okiem kibica
Dodane przez Rugbus dnia 03-04-2013

Poniższy tekst jest skierowany do kibiców piłki nożnej. Miłośników i znawców rugby proszę o zaprzestanie lektury, ponieważ jako autor mam mierne pojęcie o tym pięknym sporcie, a tekst powstał, że się tak wyrażę, z potrzeby serca. Owszem, znam podstawowe zasady. Nie wolno podawać rękoma piłki do przodu, odwrotnie niż kopać. Punkty zdobywa się poprzez przyłożenie „jaja” za linią końcową a strzelając karniaka trzeba przekopać piłkę pomiędzy sięgającymi nieba słupkami. Ponoć tyle wystarczy na początek. Zacząłem oglądać mecz rugby, na przemian z transmisją piłkarskich derbów. Polska przegrywa z Ukrainą 3-12. Nasi uporczywie atakują, ale ...


Rozszerzona zawartość newsa

Owszem, znam podstawowe zasady. Nie wolno podawać rękoma piłki do przodu, odwrotnie niż kopać. Punkty zdobywa się poprzez przyłożenie „jaja” za linią końcową a strzelając karniaka trzeba przekopnąć piłkę pomiędzy sięgającymi nieba słupkami. Ponoć tyle wystarczy na początek.

Kolega uporczywie namawiał mnie do oglądania rugby i popatrzyłem na Puchar Sześciu Narodów i ostatnie MŚ, czyli mecze światowej ekstraklasy. W ramach współpracy zrewanżowałem mu się informacją, że w Wielką Sobotę o osiemnastej, Polska gra w europejskich rozgrywkach dla średniaków, z Ukrainą.

Polacy w dotychczasowych meczach ograli u siebie Niemców 22-13 i na wyjeździe Czechów 29-3, a po meczu z Ukrainą na gdyńskim Narodowym Stadionie Rugby, czekają ich jeszcze wyjazdowe mecze w Szwecji oraz Mołdawii. Podobnie jak w przypadku reprezentacji piłkarskiej, spotkanie z Ukrainą było kluczowe dla ostatecznego wyniku rozgrywek.

Zacząłem oglądać mecz, na przemian z transmisją piłkarskich derbów Warszawy. Na dodatek z powodu obowiązków świątecznych, czyli spaceru ze słodką psicą Różą, od 25 minuty. Popatrzyłem na Legię - grają. Przełączyłem na mecz rugby.

Polska przegrywa z Ukrainą 3-12. Nasi uporczywie atakują, ale rywale są szybsi, blokują, kontratakują. Wygrywają w jakiejś formacji „raka”. W młynie nie potrafimy ich przepchnąć.

Wracam na Konwiktorską. Ljuboja, Kosecki jako ligowe gwiazdy. Sport profesjonalny kontra na pół amatorski, na jednym ekranie. Raz to, raz tamto. Biało-czerwoni w Gdyni walczą na całego. Niewiele wychodzi. Wynik ani drgnie. Nieprawdopodobny wysiłek i niemal odczuwalny „zza szybki” fizyczny ból walczących.

Kamera pokazuje reprezentanta Polski. Z łuku brwiowego sączy się krew. Przyklęka za linią i przykłada sobie do twarzy garść śniegu. Ukraina kontratakuje. Zawzięty Kozak mknie z „jajem” przytulonym do szerokiej piersi, starając się obiec naszych. Ile trzeba odwagi, gdy szarżuje na człowieka dwóch, na oko, studwudziestokilogramowych facetów! Powalony, stratowany, przygnieciony do ziemi. Młyn dla Ukrainy.

Przełączam na piłkę. Ile tam miejsca, swobody na placu. Kosecki dotknięty przez rywala, pada niczym ścięty kosą i patrzy oczami kopniętego kotka na sędziego. Ten pokazuje, by grać dalej. Reprezentant Polski niechętnie wstaje, otrzepuje porcięta. Do przerwy nic się nie zmienia. Ukraina prowadzi 12 do 3. Na stadionie Polonii, Legia 1-0.

Po przerwie na piłkę nożną przełączałem jedynie, by sprawdzić wynik.

To z Gdyni płynie fala prawdziwych emocji. Sportowa walka przeradza się w prawdziwą wojnę. To, co my, kibice piłkarscy nazywamy „walką na całym boisku” zda się spacerkiem dystyngowanych pań po parku. Parasolki, chińskie pieski, minki, minetki - takie sobie klimaty. Sportowe...

Rugby. Mimo nacisku naszych reprezentantów wynik się nie zmienia, ale patrząc na walczących mężczyzn, widać od razu, że brak jakiejkolwiek analogii pomiędzy niedawnym starciem reprezentacji piłkarskiej z Ukrainą. Choć z każdą upływającą minutą mniej wierzę w korzystny wynik, nie mogę oderwać wzroku od tych heroicznych zmagań.
Ukraińcy prowokują. Zaczynają się starcia pomiędzy graczami, które przeradzające się w pierwszą, dosłownie, krwawą bijatykę.

Szkocki sędzia usuwa po jednym graczu. Ciągle 3-12. Za chwilę kolejna walka na pięści. Zawodnik z Ukrainy wali sierpowym naszego zawodnika w tył głowy. Goni go długowłosy gigant i w rewanżu okłada pięściami gdzie popadnie.

Sędzia usuwa z boiska jeszcze po jednym zawodniku. Tłumaczy coś graczom i ci wracają do sportowej rywalizacji. Napór Polaków trwa. Kilka minut przed końcem wreszcie mamy przyłożenie. Celne podwyższenie i już tylko 10-12.

Na boisku gęsto od emocji. Młyn w pobliżu ukraińskiej bramki. Nasi wręcz unoszą w powietrze, dotychczas niepokonaną formację rywali, zdobywając kilkanaście metrów. Jeszcze dwukrotnie Ukraińcy mają swoje szanse w kontratakach, ale natykają się na tak zdeterminowanych obrońców, że graniczy z cudem brak jakichkolwiek kontuzji, że o ranach szarpanych nie wspomnę.

Doliczony czas gry. Techniczny błąd gości, przynosi nam karnego kopa z bocznego sektora boiska. To cała celebra. Zawodnik ustawia piłkę na specjalnej podkładce. Przyklęka i starannie sznuruje buciki. Rozbieg. Strzał. Piłka leci wysoko, nawet poza zasięgiem słupków, ale mieści się między nimi a ciemnym, bezwzględnym dla rywali, niebem.

13-12 dla Polski. Mecz się kończy. Nasi szaleją na środku boiska. Kibice na stadionie są w siódmym niebie. Ja z nimi. Zaglądam na stadion Czarnych Koszul. Legia wygrała 2-1.
Zwycięska reprezentacja Polski szaleje na środku boiska. Łby poobwiązywane, pokrwawione koszulki, gęby poharatane. Wygrali!

Wygrali, ponieważ walczyli do końca z niebywałą determinacją i zapałem. Wygrali, ponieważ włożyli w grę wszystko, co mieli do dyspozycji. Wygrali z lepiej dysponowanym tego dnia przeciwnikiem.

Gdy tak przełączałem kanały, przyszło mnie do głowy, że Amerykańcy promujący naszą europejską piłkę nożną jako sport dla dziewcząt, nie są wcale tak głupi, jak dotychczas sądziłem.

Ktoś może skomentować, że opisałem horror. Bójki, krew, przemoc… niby tak, ale rugby, wbrew pozorom nie jest sportem kontuzjogennym. Piłka nożna, o dziwo, wyprzedza tutaj rugby o trzy długości.

Wiem, polskie rugby to druga liga. Mamy kilkanaście ośrodków, gdzie jest uprawiane, co stawia je na sportowej mapie Polski obok hokeja na trawie.

To dziwne, ponieważ jest to relatywnie tani sport. Zasadniczo można biegać z „jajem” wszędzie tam, gdzie jest boisko piłkarskie. Na dodatek, wbrew jest to sport dla każdego amatora. W drużynie jest miejsce dla szczupłych biegaczy, szczerych osiłków, na poziomie amatorskim, po prostu dla ludzi z "masą".

Tu nie da się „gwiazdorzyć”. Przejść obok meczu, padać z krzykiem, gdy zawieje wiatr. Może dlatego rugby nie budzi zainteresowania naszych mediów czy władz sportowych. Zarabia się na kreacji graczy, a nie na ich codziennym sprawdzianie. A może dlatego, że uczy bezpośredniej walki? Męskiej walki. Nie wiem.

Dzisiaj, na koniec, przepraszając za niewiedzę. Dziękuję wszystkim reprezentantom Polski w rugby za emocje, jakich od dawna nie zaznałem oglądając zawody sportowe. Za dawkę adrenaliny dostarczoną w Wielką Sobotę. Brawo! Brawo Panowie! Pokochajmy rugby!
Autor: JJarecki