Świat się zachwycił, a w Polsce? Nie ma facetów z jajem
Dodane przez Rugbus dnia 08-02-2013

Włosi stworzyli z rugby jedną z flagowych dyscyplin, w Polsce działacze doprowadzają do upadku sport, który na świecie jest żyłą złota lub narzędziem do resocjalizacji trudnej młodzieży. Włosi zakochani w rugby? Czy mowa o kraju, w którym calcio kocha się ponad wszystko, a w siatkówkę gra się powszechnie na lekcjach wf.? Tak. Wystarczyło zajrzeć przed tygodniem do tamtejszych gazet. "La Gazzetta dello Sport" nie Mario Balotellemu i jego dwóm bramkom w debiucie w Milanie, ale rugbistom poświęciła pierwszą rozkładówkę w poniedziałkowym wydaniu. Euforia wybuchła po ...


Rozszerzona zawartość newsa

Włosi stworzyli z rugby jedną z flagowych dyscyplin, w Polsce działacze doprowadzają do upadku sport, który na świecie jest żyłą złota lub narzędziem do resocjalizacji trudnej młodzieży.
Włosi zakochani w rugby? Czy mowa o kraju, w którym calcio kocha się ponad wszystko, a w siatkówkę gra się powszechnie na lekcjach wf.? Tak. Wystarczyło zajrzeć przed tygodniem do tamtejszych gazet. "La Gazzetta dello Sport" nie Mario Balotellemu i jego dwóm bramkom w debiucie w Milanie, ale rugbistom poświęciła pierwszą rozkładówkę w poniedziałkowym wydaniu.

Euforia wybuchła po trzecim w historii zwycięstwie nad Francuzami w dorocznym Pucharze Sześciu Narodów, czyli rozgrywanych od ponad wieku nieoficjalnych mistrzostwach Europy. Triumf na Stadio Olimpico w Rzymie oglądało 80 tys. kibiców, przed telewizorami miliony.

40 lat temu rugby było we Włoszech tak samo mało popularne jak w Polsce. 30 lat temu w bezpośrednim meczu między reprezentacjami wygraliśmy 12:6. Wtedy właśnie bogacący się przedsiębiorcy z regionu Veneto coraz chętniej finansowali nowo powstające drużyny, na biedniejszym południu trenerzy zbierali tułających się po dzielnicach chłopców, organizując z nich coraz lepsze drużyny.

- Przecież już lata temu wymyślono, by tak przenosić i wykorzystywać agresję z ulicy - opowiada Andrzej Kopyt, były reprezentant Polski i trener kadry. - Nie trzeba było wielkich pieniędzy, by rozwijać ten piękny sport. Ci, którzy je mieli, sprowadzali do swoich drużyn po dwóch, trzech zawodników z antypodów. I tak każdy liczący się zespół miał najczęściej kogoś z RPA, kto stawał się guru, nauczycielem i trenerem. Wystarczyło, by wyedukować Włochów. To był przepis na sukces.

Kopyt grał na Stadionie Dziesięciolecia w 1967 r., kiedy Polska dostała ciężkie lanie od Francuzów 0:67. Spotkanie oglądało około 100 tys. kibiców czekających na finisz etapu Wyścigu Pokoju. Mimo że rugbiści byli tylko dodatkiem do kolarzy, ówczesny premier Józef Cyrankiewicz poczuł się dotknięty porażką i zakazał finansowania tego sportu.

W Polsce dla rugby potencjału nie widziano. Może dlatego, że działacze związku nigdy nie mieli pomysłu, jak ten sport rozwijać. Brakowało też pasji, dzięki której nawet najbiedniejsze kraje świata dostrzegły w rugby znakomite narzędzie resocjalizacji. W wielu krajach Ameryki Łacińskiej, m.in. w Wenezueli, utworzono przy więzieniach drużyny finansowane ze źródeł International Rugby Board. Do tamtejszych domów poprawczych światowy związek rugby wysyła swoich trenerów oraz sprzęt wart kilka milionów euro.

Anglia, Szkocja, Walia, Irlandia, Francja, Australia, Nowa Zelandia i RPA rozkręciły wokół rugby marketingową machinę, ich Puchar Świata niewiele ustępuje piłkarskiemu mundialowi i igrzyskom olimpijskim. Oglądalność turnieju z 2007 roku przekroczyła w sumie 4,2 mld telewidzów.

Polskie rugby finansowo kona, choć sportowo ma się coraz lepiej. Pracujący na co dzień we Francji selekcjoner Tomasz Putra poszedł drogą włoską. Nie do klubów, ale do samej kadry ściągnął grających nad Sekwaną potomków polskich emigrantów. Za darmo, bez żadnego ekwiwalentu sportowcy ci biorą urlopy w swoich miejscach pracy i przyjeżdżają do Polski na zgrupowania, uczą się przy okazji hymnu, chodzą do teatrów, na koncerty i do restauracji. Polaków uczą grać. Jak mówi Putra, sami na nowo stają się Polakami.

Reprezentacja jeszcze tak blisko kwalifikacji na najbliższy Puchar Świata w 2015 r. nie była. Pojedzie na niego 20 najlepszych drużyn, biało-czerwoni w rankingu plasują się już na 26. pozycji. Sklasyfikowanych jest w nim sto reprezentacji - od prowadzących w nim gigantów tego sportu z południowej półkuli po kilkusettysięczne wysepki Pacyfiku, jak Vanuatu, Tahiti czy Guam.

Przed tygodniem, dokładnie w dniu największego sukcesu Włochów, polska kadra zebrała się na zgrupowaniu w Warszawie. Po to, by dowiedzieć się, że w zreformowanej strukturze finansowania sportu rugby znajdzie się w najmniej rokującej grupie, której zmniejszono dotacje o dwie trzecie. Z przeznaczeniem nie na najbardziej popularną, 15-osobową odmianę tego sportu, ale skróconą, włączoną do programu igrzysk olimpijskich wersję siedmioosobową.

- Z dnia na dzień dowiedzieliśmy się, że kadrę należy zamknąć - pieklił się trener Putra. Oburzyło się także środowisko, które zarzuca działaczom, że od lat trzyma się tylko stołków, zamiast napisać program z wprowadzeniem rugby do szkół oraz na piłkarskie orliki.

- Rugby jest fajne, ale... To środowisko jeszcze nigdy dotąd nic sensownego nie wymyśliło, być może ostre kryteria finansowania sportu to jedyna szansa, żeby to towarzystwo obudzić - denerwuje się Tomasz Półgrabski, wiceminister sportu, współtwórca zasad finansowania.

Dodaje, że w dodatkowej puli zostało do zagospodarowania jeszcze około 15 mln zł i że rugby jako sport z potencjałem na zaangażowanie dużej liczby młodych ludzi wciąż ma szansę na wsparcie.

Zanim program powstanie, a ministerstwo go zaopiniuje, Włosi rozegrają w sobotę ze Szkocją kolejny mecz w Pucharze Sześciu Narodów (transmisja w Canal+). Jeśli znów zwyciężą, na kilka tygodni staną się najlepszą drużyną w Europie, a u siebie w kraju przynajmniej na kilka dni znów zdominują piłkę nożną.
źródło:sport.pl