Mówi od niedawna po polsku. (Wywiad z Temo )
Dodane przez Rugbus dnia 30-12-2011

"Mówi w pięciu językach, w tym od niedawna po polsku. W szatni i pod prysznicem śpiewa gruzińskie piosenki, ale kiedy wychodzi na boisko, zamienia się w prawdziwego twardziela. Gruzin Teimuraz Sokhadze dla wielu jest największą gwiazdą Polskiej Ligi Rugby.- Tutaj gra się twardo i po męsku. Wystarczy chwila nieuwagi i nieźle obrywam - przyznaje kopacz Budowlanych SA Łódź. Rugby nie jest w Polsce zbyt popularną dyscypliną. W Gruzji jest inaczej?- Ja nie odczuwam tej małej popularności rugby w Polsce. Trafiłem do miasta, w którym na mecze przychodzi ogromna rzesza kibiców, a rugbiści są rozpoznawalni na ulicach. W Łodzi ludzie wciąż mnie zaczepiają i proszą o autograf lub zdjęcie. Pewnie, że brakuje w Polsce popularności takiej jak we Francji, czy Nowej Zelandii, ale patrząc na to, jak wiele młodych ludzi gra "jajkiem" i bierze udział w różnych zawodach, wierzę, że ...


Rozszerzona zawartość newsa

"Mówi w pięciu językach, w tym od niedawna po polsku. W szatni i pod prysznicem śpiewa gruzińskie piosenki, ale kiedy wychodzi na boisko, zamienia się w prawdziwego twardziela. Gruzin Teimuraz Sokhadze dla wielu jest największą gwiazdą Polskiej Ligi Rugby.

- Tutaj gra się twardo i po męsku. Wystarczy chwila nieuwagi i nieźle obrywam - przyznaje kopacz Budowlanych SA Łódź.

Rugby nie jest w Polsce zbyt popularną dyscypliną. W Gruzji jest inaczej?

- Ja nie odczuwam tej małej popularności rugby w Polsce. Trafiłem do miasta, w którym na mecze przychodzi ogromna rzesza kibiców, a rugbiści są rozpoznawalni na ulicach. W Łodzi ludzie wciąż mnie zaczepiają i proszą o autograf lub zdjęcie. Pewnie, że brakuje w Polsce popularności takiej jak we Francji, czy Nowej Zelandii, ale patrząc na to, jak wiele młodych ludzi gra "jajkiem" i bierze udział w różnych zawodach, wierzę, że wkrótce będzie lepiej.

Kiedy i dlaczego zaczął pan uprawiać rugby i jak wyglądały początki pańskiej kariery?

- Grę rozpocząłem w 1995 roku. O rany, to już 16 lat! Mój ojciec był rugbistą, więc zamiłowanie do tej dyscypliny odziedziczyłem chyba w genach. Moją pierwszą drużyną był Rugby Club "Kochebi" w Tibilisi.

Dlaczego akurat wybrał pan rugby?

- Jak każdy chłopak próbowałem różnych sportów - m.in. piłki nożnej i tenisa, ale wszędzie była tylko rywalizacja i treningi. Dopiero kiedy spróbowałem rugby, okazało się, że to coś więcej niż sport. Moi koledzy z zespołu stali się moimi najbliższymi przyjaciółmi. Drużyna rugby jest jak wielka rodzina. To wyjątkowo zespołowa dyscyplina. Będąc indywidualistą i nie myśląc o innych zawodnikach, nigdy nie wygrasz.

Poza Gruzją grał pan również we Francji i w Rosji. Co dały panu te doświadczenia?

- Okres występów w Rosji i we Francji miał ogromny wpływ na moją karierę, więc wspominam go bardzo pozytywnie. Mogłem dużo grać i skupiać się tylko na sporcie. To ułatwiło mój rozwój. Każdy z tych krajów ma swój niepowtarzalny styl - zarówno na boiskach, jak i poza nimi.

Z językami: francuskim, rosyjskim i angielskim radzi sobie pan bardzo dobrze. Planuje pan także naukę polskiego?

- Już ją zacząłem! Dość szybko sporo rozumiałem po polsku, a dzięki temu, że mam tutaj wielu przyjaciół, staram się również jak najwięcej mówić. No i idzie mi chyba całkiem nieźle... Dużym ułatwieniem jest także to, że już znam kilka języków, a każdego kolejnego uczę się łatwiej. Trochę mieszam polski z rosyjskim - bo dla mnie brzmią podobnie - ale najważniejsze jest to, że można zrozumieć o co chodzi.

Jeszcze niedawno spotkanie w Polsce Gruzina było prawie niemożliwe. Teraz w samej drużynie Budowlanych jest was czterech. Jaki język przeważa w szatni?

- Rzeczywiście, w Polsce jest coraz więcej gruzińskich graczy. Nasza czwórka w Budowlanych, kilku w Arce Gdynia, poza rugbistami, w Łodzi są jeszcze piłkarze. Myślę, że nasze narody po prostu do siebie pasują. W drużynie rozmawiamy po polsku. My też bardzo się staramy. Jeśli jednak mam problem, to używam angielskiego, bo zarówno trener, jak i większość zawodników znają ten język. Cieszy mnie, że mam okazję używać również francuskiego, gdyż od jakiegoś czasu trenuje z nami student z Francji, a z Władkiem z Ukrainy rozmawiamy po rosyjsku. Jest więc bardzo międzynarodowo.

Słyszałem, że w szatni waszego zespołu coraz bardziej popularne stają się... gruzińskie piosenki!

- No tak, przy czterech Gruzinach nie da się tego uniknąć. Mamy to we krwi! Śpiewamy nasze piosenki w autokarze lub pod prysznicem.

Dlaczego reprezentacja Polski jest gorsza od Gruzji? Czego potrzebują polscy gracze, by reprezentować europejski i światowy poziom?

- Myślę, że problem tkwi w szeroko rozumianym podejściu do rugby. W Polsce wciąż błędnie uważa się, że jest to sport mniej popularny. W Gruzji federacji pomaga rząd i rugby jest sportem narodowym. Związek działa bardzo prężnie, nie brakuje pieniędzy, a młodzież szkoli się solidnie. Uważam, że godne naśladowania jest wyławianie młodych talentów i wysyłanie ich do gry za granicę. U nas jadą do szkoły - na przykład do Nowej Zelandii - i wracają jako wyśmienici zawodnicy.

Prowadzi pad drużynę do kolejnych zwycięstw. To prawda, że nikt nie może zatrzymać waszego marszu po mistrzowski tytuł?

- Miałem to szczęście, że trafiłem do bardzo dobrego zespołu. Budowlani od lat są najlepszą ekipą w Polsce, a sezon jesienny był wręcz wyśmienity. Rugby to jednak sport, a w nim wszystko może się zdarzyć. Oczywiście - wszyscy po cichu myślimy o mistrzowskim tytule, a nawet o zdobyciu podwójnej korony, ale najpierw musimy nadal równie ciężko pracować, by utrzymać wysoki poziom. Wierzę jednak, że tak będzie, bo mamy świetnego i inteligentnego trenera, który w zależności od tego z kim gramy zmienia nasz styl, czym znacznie utrudnia "rozszyfrowanie" drużyny. Jest perfekcjonistą i wiele wymaga zarówno od siebie, jak i całego zespołu. I to nie tylko na boisku, ale i poza nim. Budowlani to drużyna w pełnym tego słowa znaczeniu. Tutaj czuje się wręcz magię jedności.

Wiele osób uważa pana za największą gwiazdę ligi.

- Słyszałem takie stwierdzenia, ale zdecydowanie nie czuję się jak gwiazda. Przyjechałem do Polski robić to co najbardziej kocham, czyli grać w rugby i staram się to robić jak najlepiej. Gwiazdy grają w Pucharze Świata. A styl mojej gry pozostanie tajemnicą - wypracowaną przez lata dzięki ciężkiej i konsekwentnej pracy. Wiosną na pewno będzie lekko zmodyfikowany i dopasowany do specyfiki polskiego rugby. Tutaj gra się twardo i po męsko, a każda nieuwaga powoduje, że nieźle obrywam.

A jaką osobą jest Teimuraz Sokhadze, gdy nie towarzyszy mu "jajo"?

- Trudno jest mówić o sobie. Nie jestem nikim nadzwyczajnym. Może trochę lepiej kopię... Jeśli akurat nie zajmuję się akurat rugby, to cały mój czas poświęcam rodzinie, gdy tylko jest w pobliżu. Mam dwie malutkie córki, a trzy kobiety naraz potrafią być bardzo wymagające. A kiedy - tak jak teraz - mieszkam sam, to wolne chwile spędzam z przyjaciółmi. Jestem więc jak inni młodzi ludzie - może z pewnymi wyjątkami, bo ja jestem przede wszystkim sportowcem."
Rozmawiali: Damian Juszczyk i Joanna Madej